Efekt latte, czyli dlaczego nie masz pieniędzy?

Jest taki dowcip. Po latach spotyka się dwóch kumpli i sobie tak rozmawiają:
-Widzę, że kolega pali jak smok.
-A no palę.
-A ile paczek dziennie?
-A trzy.
-A ile jedna kosztuje?
-15 zł.
-A od jak dawna tak palisz?
-Będzie ze 20 lat.
-Czyli uśredniając – wydajesz 45 zł dziennie na papierosy, co daje ponad 16 000 zł rocznie. W ciągu ostatnich 20 lat wypaliłeś ponad 300 000 zł, uwzględniając inflacje i fakt, że kiedyś papierosy były tańsze. To mogą być takie przybliżone wydatki?
-No, zgadza się, do czego zmierzasz.
Stary, czy wiesz, że gdybyś odkładał te pieniądze na oprocentowanym rachunku, to kupiłbyś sobie nowiutkie Porsche? Przepaliłeś przez 20 lat całe Porshe!
-Czekaj, czekaj, pozwól, że ja się Ciebie coś zapytam. Palisz?
-Nie palę.
-Więc skoro tyle lat nie palisz, to gdzie jest k***a to Twoje porsche?

Jak to jest, że jedni mają na to porsche, a inni, mimo że dobrze zarabiają, nigdy nic nie odkładają, a są jeszcze małżeństwa, które co roku jeżdżą na w miarę przyzwoite wakacje, jeżdżą niezłym 5 – letnim samochodem, mają dzieci, a wiesz doskonale, że żadne z nich nie zarabia wiele więcej niż 2200 zł na rękę w miesiącu? Co takiego robią Ci zarabiający minimalną krajową, że po roku kupują sobie wymarzoną lustrzankę za 2500 zł? Może nawet o tym nie wiedzą, ale doskonale znają Efekt Latte i chciałbym Ci go dzisiaj zaprezentować jako rozwiązanie na odwieczne pytanie – skąd wziąć kasę na wakacje, przyzwoity samochód czy mikro – biznes oraz spróbujemy rozwiązać zagadkę jaka tajemnica kryje się za tym, że zarówno palacz, jak i niepalący nie mają porsche.

Dzisiejszy artykuł, na pewno nie spodoba się hedonistom. Dlaczego? Ponieważ Efekt Latte jest drugą najlepszą rzeczą, jaką należy zrobić, jeśli chcemy w końcu pozwolić sobie na wymarzone wakacje albo przyzwoity samochód, albo odłożyć poduszkę finansową na swój mikro-biznes. Jaka jest pierwsza rzecz? Najlepsza rada, którą moje doświadczenie mi podpowiada to – zrób wszystko by zarabiać więcej – jednak łatwiej powiedzieć niż zrobić, z reguły podnoszenie swoich kwalifikacji i zmiany zawodowe są bardzo czasochłonne, no i kosztują. Na tą chwilę zakładam, że większość z nas jest nieco uwięziona w swojej bańce zarobkowej, często bez większej szansy na podwyżkę czy awanse w najbliższym czasie.

Stąd też pozostaje nam Efekt Latte, z którego w sposób nieuświadomiony korzystałem przez wiele lat. Termin wymyślony, a jakże by inaczej, przez Amerykanina Davida Bacha, ładnie opakowany w marketing, do tego u niego na stronie można sobie nawet wprowadzać kwoty do kalkulatora i policzyć ile zarobimy czy oszczędzimy na zmianie naszych nawyków konsumenckich.

O co chodzi i jaki paradoks kryje się za Efektem Latte?

W dużych miastach, również w naszym kraju, panuje moda na wychodzenie do sieciowych kawiarni. Czy to, by przez godzinkę czy dwie popracować, czy spotkać się, czy po prostu zabić trochę czasu w oczekiwaniu na coś. Motywacje są tutaj nieistotne, ale ważne jest to, że dla niektórych taka kawa na mieście jest niemal codziennym rytuałem – przed czy po pracy. I nie myślę tutaj nawet o tym stereotypowym pracowniku dużej korporacji (który jest w moim odczuciu jakąś dziwną fikcją) – takie wypady na kawę dotyczą mnogości zawodów.

Kiedyś miałem przyjemność jechać pociągiem z kierowcą, wtedy jeszcze sieci Polski Bus. Jechałem na właśnie jego kurs i tak nawiązaliśmy rozmowę. Wędrując przez Katowice uprzejmy kierowca zapytał, czy możemy na chwilę do Macdonaldsa – no jasne. Siup, kupił sobie dużą kawkę. 12 zł. Mówi, że ma taki rytuał. Przed kursem – kawa z maka, w trakcie, kawka w maku, po kursie – a jakże, kawa w Macdonaldzie. Jasny gwint, czy mu za tą kawę zwracają? Mówił, że tylko za tą w środku kursu. Kawa na mieście dotyczy różnych grup zawodowych, choć dla samego Efektu Latte jest tylko potrzebna do zobrazowania pewnego nieoszczędnego symptomu.

No i teraz liczymy sobie – jeśli średnio dziennie wypijamy jedną kawę, która kosztuje, bagatela – 15 zł, to co to jest 15 zł dziennie? W sumie nic jak dla tego kierowcy. Jeśli jednak popatrzymy na pracowniczy rok i odejmiemy wszystkie weekendy, święta oraz należny urlop bez potencjalnego L4, to będziemy w 2019 roku w pracy około 230 dni.

230 dni x 15 zł = 3450 zł

Gdyby taką samą kawę z mlekiem robić sobie w domu – wydałbyś na nią nie więcej niż 2 złote na duży kubek i przy założeniu, że sama kawa będzie wysokiej jakości. Tak więc wydałbyś 460 zł w roku. Zaokrąglając – Efekt Latte w tym hipotetycznym przypadku wynosi 3000 zł. Co możesz kupić sobie za dodatkowe 3000 zł w roku? Laptopa? Jasne. Porządnego Smartfona? Zdecydowanie. Zaplanować skromny wyjazd wakacyjny? Bez problemu. Może nawet zainwestujesz te pieniądze w umiejętności, które zwiększą Twoją wypłatę i przyniosą w latach następnych większy zwrot.

I oczywiście Efekt Latte nie dotyczy tylko kawy,

ale sama codzienna, niewinna kawka ma właśnie ilustrować jak lekką ręką wydajemy duże pieniądze. W końcu, jeśli zarabiasz te przykładowe 2300 zł na rękę, to jak dużo czasu zajmuje Ci podjęcie decyzji zakupowej na 3000 zł? Kupno domowego AGD to przynajmniej parę godzin przeglądania ofert, wybór wakacji również, jeśli nie jesteś z góry zdecydowany na smartfona czy laptopa to również będzie wertowanie ofert i szukanie tych korzystnych.

Efekt Latte to takie miejsce w Twoim życiu, gdzie twarda gotówka Ci wycieka. Na konsumpcję, którą możesz zastąpić czymś innym lub z niej zrezygnować. Co jeszcze można zakwalifikować do małych wydatków, z których możemy zrezygnować lub łatwo je zamienić na coś innego?

  • Na pierwszy rzut idą papierosy – dużo jaskrawszy przykład, o kosztownych i przykrych konsekwencjach zdrowotnych. Jeśli palisz paczkę dziennie, to w zaokrągleniu masz ponad 6000 zł rocznie wydatków.
  • Przekąski czy zamiennie popołudniowy deser. Nie wyobrażasz sobie poobiedniej herbaty z ciastkiem czy np. Jogurtem albo wieczora bez chrupnięcia czipsem? To zacznij, bo bez tego się obejdziesz.
  • A woda mineralna w kontraście z filtrem przy kranie?
  • Codzienna prasa.
  • Niektóre usługi na abonament, z których korzystać nie tylko nie musimy, ale korzystamy bardzo, bardzo rzadko np. niektóre abonamenty na telewizje czy serwisy streamingowe.
  • Opłaty w bankomacie czy nieaktywne karty sim, to też gromadzące się obciążenia.

Staramy się po prostu zracjonalizować nasze codzienne wydatki, zadając sobie dwa kluczowe pytania:

  1. Czy ja tego naprawdę potrzebuję?
  2. Czy jestem w stanie skorzystać z wielokrotnie tańszej alternatywy?

To pozbawianie życia rozrywek, radości?

I oczywiście kontestujący wszystkie zasady szybko powiedzą, że to pozbawianie życia rozrywek, radości, że to takie szare ponuractwo, że pieniądze, według jednej ze szkół ekonomii, są do wydawania, a nie odkładania. Że nie wiadomo co będzie za tydzień, dwa czy miesiąc, że trzeba żyć, a nie ze wszystkim się szczypać. I jest w tym dużo egzystencjalnej prawdy, ale równocześnie przy okazji takich rozważań możemy natrafić na pewien paradoks. Ankiety pośród osób zbliżających się do wieku emerytalnego pokazują, że jeden z żalów, jaki mają osoby starsze do siebie, to to, że nie zadbały o sensowną poduszkę finansową na starość. Paradoksem jest jednak to, że równocześnie te osoby mają sobie za złe, że całą młodość sobie odmawiały czegoś przyjemnego. I to jest tylko pozorny paradoks, bo korzystając z efektu latte można mieć jedno i drugie. Poduszkę bezpieczeństwa oraz komfort swobodnego wydawania. Trzeba tylko do tego podejść w sposób, no, amerykański. Jak?

Każda złotówka oszczędzona musi trafiać, bez żadnej wymówki, na konto oszczędnościowe. Od razu, bez żadnej dyskusji. Tak samo 10% comiesięcznej wypłaty. Zaskoczysz się, bo jeśli co roku odłożysz 3000 zł z takiej drobnicy jak kawa, z papierosów 4000 zł, z innych drobiazgów, premii i stałego przelewu z wypłaty odłożysz kolejne 4000 zł otrzymasz pod koniec 5 lat około 50 000 zl zakładając, że konto jest oprocentowane. Wystarczy, w tym kontekście 25 zł dziennie. To tyle ile ten kierowca Polskiego Busa wydawał codziennie w MacDonaldzie na samą kawę. To jest też powód, dla którego i palacz i niepalący z dowcipu nie mieli porsche – ten niepalący ma po prostu drobne wydatki w innym miejscu i brak nawyku oszczędzania.
Jeśli wydaje Ci się, że poradzisz sobie z takim odkładaniem na jednym koncie mając wszystko “w głowie”, to niestety tylko Ci się wydaje. To działa tak, że jeśli obetniemy jakąś przyjemność i jej niczym nie zastąpimy, to za dwa, czy cztery dni odbijemy to sobie na innych zakupach. Dokładnie taka sama sytuacja ma się przy dietach redukcyjnych wdrażanych radykalnie. Jeśli z dnia na dzień rezygnujesz z połowy jedzenia i słodyczy, to za trzy dni możesz zjeść przysłowiowego konia z kopytami. I w takim radykalnym oszczędzaniu może spotkać Cię to samo.

Dlatego też albo będziesz kapitalizować te oszczędności po kilku latach, jednorazowo pozwalając sobie wtedy na duże zakupy, albo zrobisz to po amerykańsku i zainwestujesz je, albo w siebie, w nowe umiejętności, albo w mini-biznes, albo w jakieś akcje na giełdzie czy inne działania inwestycyjne. Czyli z defensywnego nawyku oszczędzania i racjonalizowania wydatków przejdziesz płynnie do ofensywy i aktywnie powalczysz o znaczące zwiększenie własnych przychodów. To w perspektywie czasu da Ci długo wyczekiwaną swobodę finansową i zawodową. Życzę Ci ciągłego przechodzenia do ofensywy!

Podziel się