8 Prawd o pracy – Gdybym to wiedział wcześniej

 

Praca, praca, praca – taką mantrę słyszymy mniej więcej pod koniec liceum, jeśli idziemy na studia – słowo to działa jak magiczne zaklęcie, które ma dać napęd do “zbrojenia się” w edukacji. Dziś pomówimy sobie o 8 rzeczach, jakie powiedziałbym sobie młodszemu o 10 – 15 lat na temat pracy. Jedno z podstawowych pytań to: “czy praca jest karą?”. I choć dla wielu tak jest, to można było tego na wielu etapach swojego życia uniknąć. Jak podejmować właściwe decyzje?

1. Nie wszystko jest dla wszystkich
To z jednej strony dość oczywiste, że nie każdy będzie przedsiębiorcą, nie każdy będzie freelancerem, programistą, grafikiem, marketerem, trenerem czy pracownikiem biurowym. Lubimy o swojej pracy często myśleć w sposób czysty – będę pracował w biurze, będę robił projekty, będę zmieniał świat. Tylko od czegoś trzeba zacząć, a z tym początkiem bywa bardzo różnie. Pierwsza praca potrafi nas niejako “przykleić” do zawodu niezależnie od naszych pierwotnych oczekiwań – bo już ją umiemy wykonywać, bo jest to znane zło, bo zapewnia nam stały dochód. Tylko to, co nas “przykleja”, ten zestaw emocji, stoi w opozycji do tego, co zwykle nas uszczęśliwia. I nie ma w tym wiele Twojej winy – po prostu dajemy się ponieść procesowi – odkrywamy świat właśnie takim doświadczeniem, a zmiany zawodowe jawią nam się jako bardzo dramatyczne i trudne procesy.
Jak więc to wszystko posortować? Jest kilka metod – ja lubię weryfikować rzeczy, które sprawiają mi satysfakcję na podstawie dwóch kryteriów:

  1. Pierwsze to poczucie tzw. Flow – czyli, w którym zawodzie, w wykonywaniu jakiej pracy wpadam w taki stan, gdzie przestaję myśleć o zewnętrznym świecie, wpadam w wir i znikam, równocześnie się relaksując. Tak, to bardzo specyficzny stan. Odkryłem to podczas pierwszych szkoleń, gdy mówię – po prostu znikam. To bardzo przyjemne uczucie, które częściowo realizowałem jako handlowiec. Wykształciłem w sobie te umiejętności, prowadząc w wieku nastoletnim dziesiątki i setki sesji w papierowe gry fabularne. Gdybym wiedział, że mogę te nabyte za młodu zdolności tak zgrabnie wdrożyć w dorosłym życiu. No właśnie, gdybym wiedział to wcześniej… Wiele rzeczy sprawiało mi częściową satysfakcję; grafika, pisanie, zarządzanie projektami, montaż video, proste kodowanie, ale przychodził moment, gdy przechodziłem z satysfakcji do kompletnego obrzydzenia danym zajęciem. Tylko flow – stan kompletnego relaksu ratował mnie w takich trudnych sytuacjach. Ty też możesz przy swoim pierwszym zajęciu wpaść w tą iluzję tego, że robisz coś, co jest “dostatecznie dobre”. Niestety takie działanie nie da Ci dobrego wsparcia w sytuacji kryzysu zawodowego, a ten zawsze nadejdzie.
  2. Drugie kryterium to świadomość co lubię robić, a czego nie cierpię. Tego nie wydumasz z fotela, ani też nie wskaże Ci tego żaden quiz psychologiczny. To musisz sam doświadczyć. Stąd jestem ogromnym zwolennikiem angażowania się w wolontariat, który daje bardzo szerokie możliwości testowania w praktyce różnych swoich zdolności i szukania rzeczy, które lubisz, a z którymi sobie kompletnie nie radzisz.

To wszystko sumuje kolejna, żelazna reguła:

2. Rób więcej tego, co lubisz, mniej czego nie lubisz

Nie wszystko, co warto robić, się opłaca, a nie wszystko, co się opłaca, warto robić. To bardzo bliskie memu sercu powiedzenie Jacka Walkiewicza przyświeca właśnie tej maksymie. I spotkałem wiele bardzo oddanych swojej działalności osób, w tym przedsiębiorców, którzy robiliby to samo, gdyby mieli co miesiąc 1500 zł czy 15000 zł z tym samym zaangażowaniem i pasją. Po prostu w tym wypadku dla osób oddanych swojej profesji pieniądz jest efektem ubocznym, natomiast praca ma charakter zabawy, wyzwania, takiego “gonienia za króliczkiem”.

Nie ma nic gorszego niż pozwolić innym wybrać Twoje życiowe zajęcie. Co najlepsze oprócz takiej “bezwładności” z pierwszej zasady, czyli utknięciu na swoim pierwszym zajęciu, które jakoś Ci wychodzi, są jeszcze dwa poziomy decyzji, które działają właśnie wg maksymy opłacalności, ale nie wartości.

Pierwszy to świadoma presja otoczenia. Twoi rodzice i bliska rodzina może mieć na Twoje wybory ogromny wpływ. Pod wpływem presji możesz podążać ścieżką, którą wytyczyli Ci świadomie rodzice, a będzie to zwykle droga, która się opłaca, ale niekoniecznie będzie ona niosła dla Ciebie wartość. Niedawno z resztą czytałem badania o tym, jaki nastrój panuje na polskich uczelniach prawniczych i medycznych i są to miejsca o największej presji, stresie i niezadowoleniu uczących. Dlaczego? Bo kierują tymi ludźmi ambicje, a nie prawdziwe pasje czy pragnienia.

Drugi poziom decyzji jest najbardziej z tego wszystkiego niebezpieczny. To jest iluzja kontroli swoich działań, która przejawia się powierzchownie tylko świadomymi wyborami. Ale to tylko pozory. Tak naprawdę wybór podejmuje za nas kod kulturowy, jakim się otaczamy. I chociaż sami osobiście podpisaliśmy umowę o nauczanie, to decyzja nie jest nasza, jest to decyzja zakorzeniona w kodzie kulturowym tak mocno, że niemal herezją jest nie iść na uczelnię wyższą. Podobnie z wyborami zawodowymi – bycie programistą zdecydowanie się opłaca, pytanie, czy warto to robić? Bycie przedsiębiorcą też może być opłacalne i z punktu widzenia społecznego bardzo sexy, ale czy warto? Ja wpadłem na początku mojej drogi zawodowej właśnie w taką pułapkę, gdzie własna działalność to była dla mnie najbardziej oczywista i naturalna rzecz na świecie. Teraz wiem, że nie byłem kompletnie na nic gotowy i zamiast opłacalności nabiłem sobie sporo zawodowych guzów robiąc bardzo dużo tego, czego nie lubię i mało tego, co lubię.

Stąd też, gdy już wiesz co sprawia Ci mega satysfakcję, a nie możesz na tą chwilę robić tego jako swoje codzienne zajęcie – staraj się prowokować możliwie jak najwięcej sytuacji, w których będziesz miał okazję to robić. Świadomie projektuj tą zmianę z miejsca mniej fajnego, w fajniejsze.

3. To nie jest tak, jak inni Ci mówią

Na pewno słyszałeś o różnego rodzaju quizach psychologicznych, które stawiają Twoją diagnozę – używasz prawej lub lewej półkuli. Czyli jesteś artystą albo analitykiem. Zdarza się zrobić bardziej złożone testy, takie jak enagram itp. I trzeba przyznać, że ich wypełnianie to niezła frajda. Niektóre powiedzą Ci, że jesteś kinestetykiem, wzrokowcem czy słuchowcem i w taki sposób należy przyswajać wiedzę. Same testy mają wskazać potencjał i zakres Twoich preferencji zawodowych i pomóc Ci podjąć świadomą decyzję. Ale czy aby na pewno? No otóż okazuje się, że nie. Co więcej, tego typu listy i definiowanie siebie w młodym wieku może Ci nawet przeszkadzać, niż pomagać. Po pierwsze – tego typu diagnozy nie należą do dokładnych, a metodologia stylów uczenia nie znalazła do tej pory dobrego potwierdzenia w badaniach. Tym bardziej niektóre z diagnoz przypominają styl horoskopowy – zawsze pasujące do każdego w każdej dacie. Jesteś z jednej strony taki sam ale jesteś też inny.

Na poziomie podstawowych potrzeb i emocji możesz nie różnić się znacząco od swojego otoczenia – nie oszukujmy się, że jest inaczej. Dzięki temu wiele z zasad efektywności może w przybliżony sposób wywoływać u różnych ludzi podobne rezultaty. Z drugiej jednak strony jesteś inny, a Twoje wychowanie i to, co pasjonowało Cię, wywarło bardzo unikatowy ślad na Tobie. Szukaj tego śladu w sobie, przyjrzyj się swojemu postępowaniu, poszukaj w każdej metodologii i “quizie” co faktycznie się zgadza i obserwuj swoje zachowanie.

Żeby zejść do konkretu: zostałem w technikum zaklasyfikowany do grupy kinestetyków, co mocno sugerowało mi, że powinienem uczyć się i działać będąc ciągle w ruchu. Nie dało mi to żadnych odpowiedzi i sugestii. W innym teście wyszło, że jestem INTJ, w innym, że jestem osobą od wielkich idei, a nie małych detali itd.

Otóż to nie do końca wszystko tak. Jak ktoś Ci powie, żeś leń, to co to oznacza? Że faktycznie jesteś leniwy, czy, że nie chcesz wykonać danego działania, bo po prostu odpycha Cię ta czynność? Zwykle myślimy o tej pierwszej odpowiedzi, ale może jesteś przysłowiowy leń, dlatego, że całe życie robisz coś, czego robić po prostu nie powinieneś. I w tym rzecz, że z jednej strony lubimy szufladki i sami w nie wpadamy unieszczęśliwiając siebie. Z drugiej strony kompletnie nie znamy siebie, co prowadzi mnie do kolejnego punktu.

4. Samoświadomość, a nie doświadczenie

Zaciemniamy sobie niejednokrotnie obraz rzeczywistości, powielając ten utarty schemat, że “pracuję tutaj po to, by nabyć doświadczenie”. A lubisz swoją pracę? No, jeśli nie, to po co Ci to doświadczenie zawodowe? By rozwijać się w zawodzie, który wykonujesz z konieczności? To banał, racjonalizacja, którą powtarzamy sobie, żeby nie mieć ciągłego poczucia zagubienia zawodowego.

I to jest tutaj kluczem.

  • Po pierwsze, uświadom sobie, że niemal każdy jest zagubiony zawodowo i nie ma w tym nic złego.
  • Po drugie, prawie nikt się do tego nie przyzna w otwartej rozmowie, bo to kwestionowały jego pozornie świadome wybory.
  • Po trzecie – w tym rzecz, by się celowo pogubić, trochę pobłądzić i prowokować nowe wyzwania.

Wyświechtany slogan o zdobywaniu doświadczenia zastąpiłbym samoświadomością – poczuciem własnej wartości, pewności siebie, tego, co lubię, czego nie. Robieniem dość świadomie w każdym kolejnym miejscu eksperymentów społecznych – testowania różnych zasad psychologicznych, pokonywania kolejnych barier na poziomie społecznym, niekoniecznie zawodowym. To daje dużo lepszą i uniwersalną wiedzę w świecie, który czy tego chcemy, czy nie wymaga od nas interakcji społecznych – dobrze by było, gdyby Twoje były świadomie budowane, bo dzięki temu zachowasz swoją spójność i godność, wykonując czasem pracę, która niekoniecznie należy do Twoich ulubionych.

5. Sojusznicy są w bardzo niespodziewanych miejscach

Mam za sobą kilka lat pracy na stanowiskach kierowniczych dla kilku większych firm i nie tylko dostrzegłem pewne style zarządzania w akcji, sam się ich nauczyłem, ale padłem również ich ofiarą. Jedną z nich jest organiczna niechęć do przełożonych. Byłem po obu stronach tej barykady i powiem Ci maksymalnie uczciwie – nie mam zielonego pojęcia, dlaczego ta gra jest w ogóle rozgrywana. Nikt nie korzysta – ani pracownicy na robieniu sojuszu na jednym poziomie przeciw przełożonemu, ani przełożony, antagonizując i rozdzielając pracowników. Jednak w jaki sposób dobierać sobie sojuszników i jak myśleć o tej sytuacji? Powiem brutalnie – płynięcie z prądem tej rzeki zaniesie Cię tam, gdzie rzeka niesie każdy jeden śmieć, i liść i gałąź, która wpadnie. Dopiero wędrówka pod prąd w takim środowisku sprawi, że pomyślisz zupełnie inaczej o sojuszach i tym jak możesz budować swoją osobistą wartość.

Otóż Twój przełożony np. dyrektor, nie jest tam bez powodu. Po prostu. Jeśli nie pracuje w tym miejscu od miesiąca czy dwóch, to najpewniej ma duże życiowe doświadczenie i biegłość w utrzymywaniu relacji zarówno ze swoimi przełożonymi, jak i podwładnymi. To jest miejsce, w którym możesz się albo zamknąć na lekcje i stawiać aktywny bądź pasywny opór przed daną osobą, albo po prostu bardzo, ale to bardzo dużo i szybko nauczyć od bardziej doświadczonego mentora. Nawet jeśli o sympatię ciężko, to dobrze jest mieć sojusznika w kimś, kto pewnymi cechami znacząco wystaje ponad dużą grupę. Wymaga to zaakceptowania pewnego faktu – są ludzie mądrzejsi od Ciebie i Ty możesz z tego świadomie korzystać. Gdybym wiedział to wcześniej, pewnie miałbym kilka dobrych kroków więcej za sobą w drodze do swojego sukcesu.

6. Możesz zarobić pieniądze, ale nie odkupisz czasu

Czas to waluta ostateczna. To początek i koniec każdego projektu – wszystko przelicza się na czas. Poświęcam na kanale sporo właśnie o zarządzaniu czasem, ale jedno w życiu zawodowym i pracy jest bardzo ważne w tym kontekście: czasami lepiej zrobić dwa kroki do tyłu, by wybrać coś, co z punktu widzenia lepszego wykorzystania czasu będzie po prostu korzystniejsze. Co mam tu na myśli? Że pieniądze to tylko jedna część naszego życiowego równania. To życie kula się na osi czasu, a składa się ono z grubsza: z kasy, pracy, relacji, rodziny, zdrowia, nauki, rozwoju, hobby, pasji. Więc jeśli Twój imperatyw leży w kasie albo żeby mieć pracę, bo trzeba mieć pracę to zaniedbasz pozostałe części. Choćbyś nie wiem co fantastycznego robił – będziesz na dłuższą metę nieszczęśliwy. Stąd wyważ proporcje. Jeśli będziesz ciągle zapracowany, to urlop połkniesz, aż się zakrztusisz, aż do przesytu – wpadanie w skrajności będzie odbijało się negatywnie na każdym aspekcie Twojego życia, stąd też praca jest tylko jednym z jego elementów.

7. Nie walcz sam ze sobą

Zmuszanie się do wykonywania konkretnej pracy może wynikać z konieczności chwili natomiast na dłuższą metę, jeśli będziesz ze sobą walczył, to staniesz się swoim największym przeciwnikiem. Podświadomie będziesz sabotował swoje dążenia ciągłą prokrastynacją, odkładaniem, tylko dlatego, że sam się do czegoś zmuszasz. I z jednej strony możesz usłyszeć, że by osiągnąć sukces, musisz się sam popychać do działania i ciągle pobudzać, ale z drugiej strony, jaki jest sens odnieść sukces w dziedzinie, która Cię na tyle nie kręci, że musisz się ciągle zmuszać do działania. Nie tędy droga – odbije się to na każdym innym aspekcie Twojego życia.

8. Depresja zawodowa to realna rzecz

Wypalenie zawodowe dotknie każdego, nawet największego pasjonata. Pasjonat jednak to wypalenie przejdzie łagodniej dzięki temu, że po prostu lubi to, co robi, ale w tej chwili potrzebuję parę dni wolnego. W dużo gorszy stan wpadają np. handlowcy, którzy od paru miesięcy nie osiągają wyników, czy kadra zarządzająca, która od roku nie może przebić minimalnych wymagań stawianych przez zarząd. Nie mówię już o szeregowych pracownikach, których może wyniszczać sama toksyczna atmosfera na ich poziomie.

Wyzwalaczy wypalenia i depresji zawodowej może być bardzo dużo, ale wszystkie łączy kilka zasad:

  • To nie jest Twoja wina, że czujesz taką niechęć – nie robi to z Ciebie pracownika czy człowieka gorszej kategorii. Potrzebujesz powiedzieć natychmiast o tym swojemu przełożonemu – że sobie nie radzisz i że jesteś w rozsypce – najpewniej pozwoli Ci na parę dni oddechu.
  • Skup się na sobie, nie na swoich obowiązkach – świat się nie zawali, jak Ty paru rzeczy nie zrobisz, przypłacając to emocjonalnym kosztem w złocie.
  • Poradź się specjalisty – najlepiej psychologa pracy – taka pojedyncza wizyta nie jest droga, a może Ci pomóc rozpocząć drogę wyjścia z tej sytuacji.

W myśl idei, że przez taką trudną sytuację, jaką jest depresja nie ma drogi na skróty, ale można sobie swoim zwlekaniem tylko pogorszyć sytuację i odsunąć dobre rozwiązanie. W myśl punktu 7 również – nie walcz ze sobą. Pójdź do specjalisty.

Ostatecznie, nawet jak zmienisz miejsce pracy – to lepsze niż męczenie się i poziom stresu, jaki odczuwa się, będąc kompletnie wypalonym. Pamiętaj w tym względzie, że jeśli masz spore ambicje na sukces zawodowy, to badania wskazują, że mamy w życiu średnio 3 szanse na zaistnienie w dowolnej biznesowej branży – we wczesnych latach dwudziestych. Potem po trzydziestce, jeśli to pierwsze nie wyszło (a najczęściej nie wychodzi). A potem po czterdziestce. Na każdy “sukces” należy założyć 5 do 10 lat trudnej pracy w danej branży, po której jasno można stwierdzić czy to jest to, czy jeszcze nie. Stąd też głowa do góry, wszystko przed Tobą i mam nadzieję, że moja seria “Gdybym to wiedział wcześniej” da Ci nieco więcej odwagi przed podjęciem ważnych decyzji.

Leszek Cibor

Podziel się